artykuly (979)data publikacji: 2011-05-19
W poszukiwaniu wiarygodnej prawdy
Reżyser Jacek Bławut - wywiad
Reżyser filmu dokumentalnego szuka prawdziwych ludzi, którzy mają w sobie „to coś”. O tym jak tworzy się więź między filmowcem a bohaterami, jak dokument zmienia życie oraz czym jest homo virtualis? - rozmawialiśmy z Jackiem Bławutem.
Przeczytaj relację z pokazu filmu "Jeszcze nie wieczór", który odbył się w Bydgoszczy:
cwb: Kto może być bohaterem Pana filmu, czy postaci o których Pan opowiada, stają się Panu bliskie?
Jacek Bławut: Długo robię filmy. Dlatego wiem, że z czasem ludzie stają się mi bliscy. Coraz mniej jest filmu, a więcej przyjaźni. Jacy bohaterowie występują w moich filmach? Są to upośledzeni, ludzie którzy przeszli ciężką drogę, musieli pokonać przeszkody, z którymi nie każdy sobie radzi, ludzie z wyjątkowym hartem ducha. Dopiero kiedy człowiek zmierzy się ze sobą i z życiowymi dramatami, wtedy staje się niezwykły. Moim bohaterem może być każdy, często to kwestia przypadku. Nieraz coś zapada w pamięć, coś zaiskrzy, sprawia, że się zatrzymuje i jestem ciekaw, co będzie dalej. Przede wszystkim człowiek jest ciekawy ze swoją historią, mniej lub bardziej interesującą. Niektórzy mają w sobie coś takiego, co pozwala zobaczyć więcej. Wszystko zależy od bohatera, czasem to ktoś zatrzymuje się przy mnie i jest to zatrzymanie obopólne.
cwb: Kiedy włącza Pan kamerę?
JB: Kamera włączona jest dopiero, kiedy czuje się, że można. Czasem czeka się bardzo długo, a niekiedy nigdy się jej nie wyciąga.
cwb: Były takie przypadki?
JB: Tak. Tak było, gdy robiłem „Born Dead” z Robertem. Wcześniej poznałem wielu więźniów, którzy pomagali w Domu Pomocy Społecznej, w ramach resocjalizacji. Poznawałem ich, przez 9 miesięcy byli interesujący, sama sprawa była ciekawa, ale nie było tego czegoś. Nie było głębszego odbioru na innych poziomach. Czułem, że wskazane osoby nie zaznały uczuć, wiedziałem też, że mają taki wytrych, którym otwierają naszą wrażliwość. Chciałem opowiedzieć o czymś więcej, niż tylko o resocjalizacji. Kiedy zrezygnowałem z filmu po 9 miesiącach, zobaczyłem Roberta. Czułem, że jeśli on zostanie, to zrodzą się prawdziwe uczucia. Coś przeleciało między nami i stwierdziłem, że to będzie mój bohater. On nie był planowany jako wolontariusz w DPS-e, bali się ucieczki. Namówiłem dyrektora, że trzeba młodemu dać szansę. I tak właśnie to Robert stał się bohaterem tego filmu.
cwb: Czy wierzy Pan, że film może coś zmienić, że może pomóc bohaterowi?
JB: Wracając do „Born Dead” - zdarzył się cud. Odmieniło to zupełnie życie Roberta, zagrał w mojej fabule „Jeszcze nie wieczór”. Jest niezwykłym człowiekiem. Życie mu się ułożyło. To tylko film, ale to, co za jego sprawą się stało, jest dużo cenniejsze.
W „Szczurze w koronie” był Michał, którego chciałem wyciągnąć z tego bagna i wierzyłem że można go uratować. Przez myśl mi nie przeszło, że jeśli się chce to może się nie udać. Przez trzy lata wierzyłem, że to się uda. Do momentu, kiedy mi się wymknął i zmarł (cisza). Bywa i tak.
cwb: Jak nastąpiło przejście od operatorstwa do reżyserii?
Kończyłem Wydział Operatorski w Łodzi. Robiłem różne filmy dla Wytwórni Filmów Oświatowych, dokumenty Marka Koterskiego, filmy o sztuce. Od parchu ziemniaka po wyżyny sztuki. Miałem okazję i próbowałem swoich sił. Później stwierdziłem, że moje miejsce jest w dokumencie. To była moja nowa droga. Tylko od czasu do czasu pracowałem jako operator dla kolegów. Zawód operatorski wymaga bycia na bieżąco. Ja przychodziłem po paru latach przerwy na plan, liczyłem na pomoc oświetleniowców, którzy wiedzieli więcej niż ja. Po czasie stwierdziłem, że już nawet jako operator dorabiać nie mogę (śmiech).
cwb: Jak pracowało się przy pierwszej fabule, gatunku tak innym od dokumentu?
JB: „Jeszcze nie wieczór” to film fabularny z duszą dokumentalisty. To szukanie prawdy. Męczące jest powtarzanie tych samych sytuacji i tekstów, wszystko jest przewidywalne. Dla mnie te elementy były początkiem tego, co mogło się wydarzyć.
Rejestrowaliśmy spontaniczne próby, myliłem aktorów, zbijałem ich z tropu, musieli radzić sobie w zmiennych sytuacjach. Dlatego aktorzy musieli uosabiać siebie, by wybrnąć, by iść za własnym głosem, a nie za wskazówkami reżysera czy scenariusza. Tej prawdzie, która jest fałszem w filmie fabularnym nie wierzy się do końca. Jako że jestem „z dokumentu”, tym bardziej ciężko mi w to wierzyć. Ale przy dobrym aktorze i dialogu jestem w stanie zapomnieć, że jest to udawane.
cwb: A czy w dokumencie dozwolone jest granie?
JB: Nie jest to dobrze powiedziane. W dokumencie się nie gra. Można czasami coś, w jakiś sposób… To, co było, zaistniało… Wywołać tę samą emocję. Jest taka możliwość przy głębokim zrozumieniu z bohaterem. Przy subtelnym wyczuciu, bliskim kontakcie, można wywołać emocje podobne, niekiedy lepsze. Czy tak, żeby udało sie uwiecznić prawdziwe emocje? To złożony problem - na ile dokumentalista może w rzeczywistość wejść. Jedni twierdzą, że nie. Inni, sądzą, że jeśli jest to zgodne z prawdą i bohaterem, to tak. Zdaniem Marcela Łozińskiego - można, jeśli uda się zagęścić rzeczywistość. Jak mówię, że jest to możliwe, gdy odtwarza się wyobrażenie prawdy. Wtedy myślę, że to jest w porządku. Często prawda brzmi fałszywie. A jeśli uda się wywołać emocje, nie wykorzystując bohatera, to może być zgodne z moim sumieniem.
cwb: Dla wielu dokumentalistów wzorem jest Karabasz, Kieślowski. Czy Pan także ma swojego guru?
JB: A zna pani jakąś osobę, która opowiada podobnie jak ja?
cwb: Nie, znam tylko osoby, które się na Panu wzorują.
Jak byłem młody, robiłem pierwsze filmy, dopiero zaczynałem, najbliższy był mi Bogdan Dziworski ze swoim patrzeniem, wierzyłem w obraz. To pewnie przez studia operatorskie. Później robiłem wiele filmów z Markiem Koterskim i stwierdziłem, że słowo jest najważniejsze. A potem stwierdziłem, że to i to jest ważne, i starałem się to pogodzić (śmiech). Ale tak, żebym miał się do kogoś odwoływać, to nie.
cwb: Czy to prawda, że film „Lot nad kukułczym gniazdem” należy do Pana ulubionych?
JB: Lubię ten film, bardzo. Bo on ma w sobie prawdę która istnieje. Znakomita wiarygodność, genialny poziom aktorski i temat, który mnie interesuje. Jest to mój numer 1, dla którego robię wyjątek i mogę go oglądać wielokrotnie.
cwb: Czego mogę się po Panu spodziewać w przyszłości (mając na myśli twórczość filmową)?
JB: Chciałbym się wyrwać z ram i ograniczeń, które stwarza dokument i film fabularny. Chciałbym ryzykować, poszukiwać nowego zapachu tego filmu. Chciałbym, żeby nie puściła mi odwaga w rozwoju. Nie chce stać w miejscu, tylko odważni ludzie mogą coś w sobie zmieniać. Mam ochotę na filmy w których sposób patrzenia jest bardzo współczesny, kształtowany przez młodych ludzi, zmieniających się na naszych oczach. Second life, Internet to wszystko, co zaczyna tworzyć nowego człowieka - homo sapiens umiera, a rodzi się nowy - homo virtualis. Marzę, by pójść za tym tropem, nie ujmując tego w ramę skostniałego dokumentalisty, a w śmiałość, którą czuję. Mam nadzieję, że w ten sposób odświeżę się jako ten zaliczany do klasyków. Przez co zresztą chce mi się płakać (śmiech).
Rozmawiała: NATALIA PAPIERSKA
Znani ludzie
Wywiady
zostaw komentarz:aktualnie brak komentarzy, możesz być pierwszy!
ostatnio dodane
polecamy...ELD-MED Sklep Medyczny s.c.
Wojska Polskiego 15/12
85-825 Bydgoszcz
052 375-21-00
więcej informacji...
reklama
reklamy
poczytaj...
reklama
katalog firm i instytucji
na skrótyfirmy (761)
lokale (39)
imprezy (31)
forum (2)
promocje (0)
ogłoszenia (23)
nieruchomości (1)
artykuły (979)
mapa Bydgoszczy
szukaj
partnerzy
dodaj firmę / reklama
zaloguj / załóż konto

!["Nad rzeką" [1962] na zdj. Jacek Bławut i Franciszek Pieczka/ filmpolski.pl, Bydgoszcz](http://a.cowbydgoszczy.pl/var/img/art/a1675_0-long.jpg)













